Dylematy mamy i taty
"Wiesz, ja to właściwie nie wiem o co Ci chodzi, bo jak Ty się urodziłaś to świata poza Tobą nie widziałam i Twój tata musiał się po prostu z tym pogodzić." - usłyszałam od swojej mamy, kiedy któregoś dnia w akcie desperacji postanowiłam zapytać się jej, jak radziła sobie kiedyś z brakiem czasu dla partnera. No tak, jak zwykle nie znalazłam za grosz zrozumienia, nie wiem czego się właściwie spodziewałam. Słyszałam nie raz, że dla matki dziecko staje się całym światem i wszystkie problemy znikają, bo pojawia się na świecie ta mała osóbka. A co jeśli tak nie jest? Co jeśli sama się przyznam, że są rzeczy, które po prostu zostały mi wyrwane (chwilowo mam nadzieję) z życia i których ta mała osóbka nie zastąpi? Mówcie co chcecie, to nasze dylematy. Dylematy mamy i taty.
Malutki-wielki cud i o Centrum Narodzin Mamma w Szczecinie
Życie z noworodkiem nie jest łatwe. Właściwie to myślę teraz, że po prostu w ciąży byłam zbyt aktywna ;) Malutki nie chce spać, jest bardzo żywiołowy i gdyby mógł to pewnie biegałby w kółko. Ale nie może. Jest zupełnie od nas zależny, a właściwie głównie ode mnie. Ciekawa jestem, kiedy wreszcie uda nam się siebie nauczyć na tyle dobrze, aby nie było nocnych zgrzytów i płaczu (nie, nie mówię tu o Malutkim ;)). Póki co wiem jedno - dziecko to największy skarb, ale i osóbka najbardziej wymagająca. Ale, ale… Nie o tym miało być. Chciałam Wam dzisiaj króciutko opisać noc z niedzieli na poniedziałek ponad dwa tygodnie temu, czyli te kilka godzin, które na zawsze zmieniły nasze życie. A przy okazji - jeśli ktoś jest z okolic Szczecina i zastanawiał się nad tym, czy warto rodzić prywatnie i gdzie - tutaj znajdzie moją subiektywną odpowiedź.
40 tygodni - czyli oczekiwania i mity kontra osobiste odczucia
Mija nam powoli 37 tydzień ciąży, czyli mały mógłby już spokojnie zdecydować się na wyjście na świat. Cóż, jeszcze końca nie widać (obawiam się zresztą, że z moim podejściem mogę przegapić pierwsze tego zapowiedzi), jednak pora wydaje się być idealna na małe podsumowanie tego, jak moje wyobrażenia, plany i wszystkie ciążowe mity mają się w moim przypadku do rzeczywistości.
Sesja brzuszkowa - dlaczego warto?
Bardzo rzadko jesteśmy razem na zdjęciach. To był główny powód, dla którego zaczęłam się zastanawiać nad tzw. "sesją brzuszkową". Nie uważam, żebym w ciąży wyglądała lepiej (lub nawet tak samo dobrze) jak przed nią, ale nie sądzę też, abym wyglądała szczególnie źle. Tak czy siak - chęć upamiętnienia chwili pojawiła się później. Najpierw po prostu chciałam mieć z Mężem wspólne zdjęcia (poza tymi ze ślubu). W końcu zazwyczaj nie ma nam kto ich zrobić. A dlaczego jestem zadowolona z takiej sesji?
Ostatnimi czasy - moje ulubione blogi
Chociaż moje "życie w blogosferze" jest ostatnio dosyć ubogie (są ku temu różne powody, przede wszystkim pochłaniający mnóstwo czasu i energii remont mieszkania), to jednak Internet ciągle mam i nawet gdy nie piszę jest kilka blogów o różnej tematyce, które regularnie odwiedzam. Dlaczego? Czasem szukam na nich inspiracji, a czasem ich czytanie po prostu wprawia mnie w dobry nastrój. Są to zazwyczaj znane blogi zagraniczne, istnieje więc nikła szansa, że na któryś z nich jeszcze nie trafiliście. Kolejność "rankingu" przypadkowa ;)
Nie narzekam, czyli brzuchatej kobiety rozterki (ratunku! 28 tygodni za nami!)
Ciąża zawsze zaskakuje, zwłaszcza pierwsza ciąża. Zupełnie nie jest tym, czego którakolwiek z nas się spodziewała i zdarza się, że same czujemy się niczym noworodek - postawione w zupełnie nowej, dziwnej sytuacji. Ciąża w młodym wieku to coś jeszcze dziwniejszego - wiąże się z niesamowitym wyobcowaniem (bo która koleżanka zrozumie moje rozterki?) i samotnością (dziecko w brzuchu nie jest jeszcze zbyt rozmowne ;)). Długo nie chciałam z nikim o tym rozmawiać, a co dopiero pisać tu, gdzie każdy może poznać moje myśli. Jedno mnie przekonało - sama czuję się lepiej czytając o podobnych doświadczeniach kobiet, może więc i moje wypociny jakiejś ciężarówce poprawią nastrój?
Kopenhaga, czyli rowery, niesamowite wyczucie stylu i pyszne jedzenie
Właściwie do końca nie wiem jak to się stało, że nasz od roku odkładany, długo planowany miesiąc miodowy w Hiszpanii zamienił się w 9-cio dniowy urlop w Kopenhadze. Może dlatego, że zawsze bardziej przyciągała mnie Skandynawia niż ciepłe kraje, a może po prostu byliśmy zmęczeni letnimi upałami. Tak czy siak, w ciągu sekundy nasze plany zmieniły się diametralnie - i dobrze. Dni spędzone w Kopenhadze okazały się idealnym odpoczynkiem w bardzo sympatycznym mieście.
Wszystko do góry nogami!
Gdzie byliśmy, czyli o lokalach w Warszawie, Lublinie, Poznaniu i Toruniu
Nasza podróż na drugi koniec kraju była długa i wyczerpująca. Cóż, Lublin od Koszalina trochę daleko, a gdy jeszcze zajeżdża się do wszystkich możliwych miast (tych po drodze i tych trochę mniej), to dzień po powrocie można uznać za wyjęty z życiorysu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej odwiedziliśmy kilka knajpek - tych znanych i nieznanych - i spędziliśmy w większości z nich bardzo przyjemny czas. Ale nie we wszystkich - i o tym właśnie w poście.
Zdrowa podróż, czyli o jedzeniu w drodze
Nie wiem, czy wszyscy z Was tak mają - ale my spędzamy sporo czasu w podróży. Śmieję się, że doskonale swoje umiejętności pakowania - i dotyczy to nie tylko ubrań (tego nauczyłam się już dawno), ale przede wszystkim prowiantu na drodze. Dawno za sobą mam okres kupowania byle czego po drodze, zresztą nigdy nie jeździłam samochodem, więc obce mi przyzwyczajenia do hot dogów ze stacji benzynowych albo drive inów. Kiedyś podróż pociągiem równała się kilogramom świństw, bo przyzwyczajona byłam "zajadać" nudę. Na szczęście ten okres też już mam za sobą. Za to na półce w kuchni mnóstwo pojemników, które na drogę zapełniają się przeróżnymi przekąskami napakowanymi w wartości odżywcze. Zwłaszcza, gdy czeka nas taka dwudniowa wyprawa jak dziś - Bydgoszcz, Toruń, Warszawa i na końcu Lublin. Kawał drogi, masa dobrego jedzenia.
Ukochane miejsca - LUBLIN
No dobra - narzekałam ostatnio na własną okolicę, teraz za to pochwalę się swoim rodzinnym miastem. Post planowałam już od dawna, kiedy ostatnio odwiedziliśmy Lublin zrobiłam zdjęcia, ale jakoś nie mogłam się do niego zabrać. No cóż - może po prostu smutno mi było patrzeć na te piękne i słoneczne zdjęcia jednocześnie siedząc w domu i za oknem widząc nieustającą szarość i słysząc uderzenia kropli o szyby. Dzisiaj za to z chęcią pokażę Wam trochę zdjęć z mojego ukochanego miasta. Jeśli jeszcze nigdy nie odwiedziliście Lublina, to uwierzcie mi - najwyższa pora.
Pomysły na weekend z najbliższymi :)
No dobra, przyznaję, mam ostatnio różne dziwne nastroje i myśli. Z jednej strony życie układa się jak po maśle, po kilku miesiącach małżeństwa nie mogłabym być szczęśliwsza, rano wstaję z uśmiechem i z uśmiechem kładę się do łóżka. Z drugiej strony coraz bardziej irytuje mnie tymczasowe (na pewno za długie :p) uziemienie w mieście, którego nie lubię. Koszalin, miasto, które wieczorami wygląda na opuszczone, to samo zresztą w niedzielę (zero ludzi na ulicach!). Miasto z jedną w miarę na poziomie kawiarnią, zerową ofertą zajęć dodatkowych, brakiem otwartej od świtu siłowni i ludźmi, którzy żyją zamknięci w swoim świecie spuszczając głowę, gdy ktoś ich mija na ulicy. A w niedzielne popołudnie ich ulubioną rozrywką jest zjedzenie hamburgera w McDonaldzie w centrum handlowym. Skąd ja się tu wzięłam w ogóle, zupełnie obca i nie znająca nikogo (słownie NIKOGO) w tej dziurze? No dobra, może wylałam teraz trochę żali, ale od razu mi lepiej :D A teraz zobaczcie, na jakie pomysły wpadłam, aby tak bardzo nie doskwierała mi nuda i, w gruncie rzeczy, samotność (mimo, że raczej ze mnie typ samotnika).
Jedz śniadania! + bananowo-sezamowa granola
Uwielbiam taki czas, kiedy pomysł na posta pojawia się w głowie sam, bez większych starań. No bo właściwie blogowanie to powinna być przyjemność, prawda? Muszę Wam się przyznać (nie mówcie nikomu), że tak właśnie jest. Wbrew moim obawom okazało się, że blogowanie stało się dla mnie fajną odskocznią i jakby integralną częścią mojego życia. Ale nie o tym miałam mówić. Wpis dziś trochę lifestylowy i zainspirowany wypowiedzią na Facebooku jednej z czytelniczek. A czy Wy, moi drodzy, jecie codziennie rano śniadanie?
Jak z głową ćwiczyć w domu?
Jestem leniem. I przyznaję się do tego bez bicia ;) Nie ma czego ukrywać, bo chociaż jestem umiejącym się zmotywować leniuchem, to ciągle leniuchem. Dlatego czasem po męczącym dniu (albo wcale nie tak męczącym) po prostu nie chce mi się pakować torby i maszerować na siłownię. Oczywiście mogłabym może nastawić się na trening z rana, ale jakoś nigdy tego nie lubiłam. Lubię za to słuchać swojego ciała i nauczyłam się już, jak mądrze ćwiczyć w domu korzystając na przykład z filmików. Oczywiście wymaga to znajomości swojego ciała i nie polecam zupełnie początkującym "sportowcom", ale Ci, którzy uprawiają sporty raz na jakiś czas mogą zaryzykować takie domowe treningi.
Co robić w Święta, czyli gry planszowe i nie tylko
Święta, Święta, czyli rodzinne spotkania w gruncie rzeczy... wiejące nudą. To zrozumiałe, że chcemy spędzić z rodziną jak najwięcej czasu, korzystając z takiej okazji. Co jednak robić, gdy przy stole znajdzie się nagle grupa ludzi w wieku 3 -70 lat? Od Teściów nauczyłam się, że dobrym pomysłem są wszelkiego rodzaju gry planszowe i nie tylko. Najlepiej wybierać te niezbyt skomplikowane i dosyć krótkie, z doświadczenia wiem, że te, które wymagają kilkugodzinnego skupienia nie sprawdzają się w takim towarzystwie. Zobaczcie, w co my gramy, a może znajdziecie coś dla siebie. Kolejność przypadkowa ;)
Zakupy przez Internet - UBRANIA I DODATKI + lista moich ulubionych sklepów
Należę do osób niezmiernie wymagających. Moja szafa jest niewielka (tzn. nie szafa, ale jej zawartość) i wcale mi to nie przeszkadza. Zresztą na co dzień i tak wybieram w kółko te same, moje ulubione wdzianka. A zakupy są dla mnie katorgą - nie należę do kobiet, które potrafią wychodzić z centrum handlowego z kilkudziesięcioma torbami. Po prostu gdy już naprawdę czegoś potrzebuję nigdy nie mogę tego znaleźć. Jakiś czas temu przekonałam się do zakupów ubrań przez Internet i w tej chwili wolę zamówić coś w sprawdzonym sklepie niż godzinami buszować po galeriach. Wiem, że większość z Was pewnie ma opory przed takimi zakupami garderoby. Ja też miałam. Przeszło mi na szczęście i teraz jestem szczęśliwą, świadomą konsumentką ograniczającą do minimum czas spędzony w zapełnionych sklepach.
ZORGANIZUJCIE SIĘ WE DWOJE! + Plan Dnia do ściągnięcia
Małżeństwo to sztuka kompromisów. Ta sentencja doprowadza mnie do szału podczas kłótni i wtedy, kiedy Mąż zarzuca mi, że się nie staram. Nie mogę narzekać, bo rozumiemy się świetnie w większości kwestii, ale ta, w której się nie rozumiemy jest aż za bardzo istotna. Organizacja czasu zmienia się o 180 stopni, gdy usiłujecie dopasować się do drugiej osoby. U nas stało się to problemem, bo ja należę do osób, które nigdy niczego nie notują, nie planują i nie rozpisują. Tak było od zawsze, nauczyłam się wszystko po prostu zapamiętywać, włącznie z numerami telefonów, co rzadko się w dzisiejszych czasach zdarza. Większości numerów do bliskich nie mam nawet zapisanych ;) A jednak - mimo to muszę nauczyć się, że czasem należy pójść na kompromis i nauczyć się organizować swój czas "na kartce". Zwłaszcza jeśli moja druga połówka mogłaby zapomnieć własnego nazwiska, gdyby go nie zapisała ;) Dziś trochę właśnie o tym, a na dodatek gotowy do wydrukowania Plan Dnia dla dwóch osób.
O taki piknik! I pizze.
Przyznam Wam szczerze - mieszkając w Lublinie nie obserwowałam szczególnie kultury piknikowej. No, może Ci z ogródkami za domem wystawiali leżaki i pili zimne piwko, ale dla nas w centrum miasta zawsze istniały spacery z gałką lodów, ale raczej nie pikniki. Takie uczty na świeżym powietrzu kojarzyły mi się z filmami, kocami w kratkę i pięknymi piknikowymi koszami. A przecież nie to jest najważniejsze w piknikach! Cóż, dzisiaj na plaży byliśmy jedynymi, którzy wybrali ten rodzaj odpoczynku zamiast zwykłego leniwego spaceru. Bo chociaż spacer zdrowszy, to fajnie czasem po prostu się polenić, co nie?
Dlaczego warto zmieniać nawyki? Czyli o moich doświadczeniach.
Mijają już mniej-więcej dwa miesiące od kiedy odżywiam się naprawdę zdrowo i sporo trenuję. Nie żebym wcześniej odżywiała się jakoś źle, bo fast foody omijałam szerokim łukiem, a i po gotowce nie sięgałam - generalnie było w miarę, ale nie tak, jak być powinno. Kilka wydarzeń zmobilizowało mnie do wzięcia się w garść i wymiany zawartości lodówki i kuchennych półek. Napiszę Wam dzisiaj parę słów o tych zmianach i jakie widzę (tylko pozytywne) efekty ich przeprowadzenia. Na zachętę dla wszystkich niedowiarków ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















