Moje top miasta - nieturystyczny przewodnik - Londyn

dawid prominski photography

Każdy ma chyba na świecie swoje ulubione miejsca, do których zawsze chętnie wraca nie tylko we wspomnieniach, ale i w rzeczywistości. Ja osobiście na przykład mam słabość do miast na literę "L". Możecie się śmiać, ale z mojej top trójki każde właśnie na nią się zaczyna i każde z nich kocham równie mocno. A ponieważ również każde z nich jest w zasięgu weekendowego wyjazdu za niezbyt kosmiczną sumę, postanowiłam stworzyć krótką serię wpisów, w których w sposób nieuporządkowany (jak to ja) i nacechowany skrajnym subiektywizmem polecę Wam miejsca, które w tych miastach warto odwiedzić. Nie bójcie się, nie będę mówić o głównych atrakcjach turystycznych, bo to zupełnie bezcelowe. Zresztą, czytajcie dalej, a sami się przekonacie, że warto ;)

Londyn. Miasto, które w świadomości Polaków jest głównie tym, w którym łatwo znaleźć pracę. Prawie każdy z nas ma w Londynie znajomych czy rodzinę, więc też i odwiedzamy go bardzo często. Zazwyczaj jednak nasze zwiedzanie kończy się na podstawowych zabytkach i muzeach oraz wieczornej popijawie alkoholowej, oczywiście z polskim piwem na stole. Nie chcę myśleć stereotypami, niestety jednak z takim schematem spotykałam się aż za często mieszkając tam przed jakiś czas. A tymczasem Londyn to coś więcej niż Trafalgar Square i Big Ben. Londyn to miasto, w którym na każdym rogu czeka coś zaskakującego, w którym każdy może poczuć się jak w domu zwyczajnie włócząc się po wydawałoby się bezkresnych parkach i uganiając się za wiewiórkami.


TANIE NOCLEGI

Wbrew pozorom weekendowy czy nawet tygodniowy wypad do Londynu nie musi nas zrujnować. Pełno tam hosteli w naprawdę dobrych cenach czy prywatnych pensjonatów (B&B), w których nie tylko poczujemy się jak prawdziwi Brytyjczycy, ale też poznamy wielu ciekawych ludzi. Nie lubię nocować w hotelach, są takie bezpłciowe i sprawiają, że naprawdę czuję się jak turysta. Co innego hostel, mimo niższego standardu atmosfera zdecydowanie dodaje uroku, a przecież i w hostelach możemy dorwać niedrogą prywatną "dwójkę". Mogę szczerze polecić sieć hosteli St. Christopher's Inn, które zresztą znajdują się nie tylko w Londynie, ale też w innych miastach Europy. Oprócz noclegu w cenie dostaniecie tam też śniadanie w towarzystwie młodych ludzi z całego świata, których zawsze jest tam pełno.


JEDZONKO

Jak na blogerkę po części kulinarną przystało, nie mogłabym pominąć tak ważnej kwestii jak żarełko. O angielskim jedzeniu zazwyczaj słyszymy same narzekania, nigdy nie rozumiałam dlaczego. To znaczy - oczywiście nie wszystko musi nam smakować, ale już nawet dobrze przyrządzona ryba z frytkami może być naprawdę smaczna, a brytyjska kuchnia przecież się do niej nie ogranicza! Jeśli chcecie zjeść naprawdę porządnie i w rozsądnej cenie, koniecznie odwiedźcie którąś z restauracji Harvester. Porcje są naprawdę duże, obsługa do pozazdroszczenia, ceny zaskakująco niskie i na dodatek wszystko jest nieziemsko pyszne! A w dodatku ten bar sałatkowy w cenie, mmm... Niebo w gębie. To taka restauracja, która w niedzielę w porze lunchu zapełnia się do ostatniego krzesełka, bo okoliczni mieszkańcy spotykają się tam by poplotkować i dobrze zjeść. Swojsko i z gustem.
Jeśli jesteście pochłonięci zwiedzaniem i chcecie przekąsić coś na szybko, to niemalże na każdym rogu czeka na Was Pret A Manger, czyli miejsce, do którego Londyńczycy wpadają rano po owsiankę, a w południe po ciepłą zupę z kanapką. Na pewno zjecie smaczniej i bardziej wartościowo niż w McDonaldzie i jemu podobnych sieciówkach.
Poszukując słodkości nie możecie przegapić mojej ulubionej cukierni, czyli The Hummingbird Bakery. Co prawda serwuje ona typowo Amerykańskie wypieki, ale przegapić jej nie można. No i babeczki są nieziemsko pyszne! A gdy już Wasze brzuszki dadzą znać, to może oznaczać tylko czas na popołudniową kawę lub herbatę. Jeśli jeszcze nigdy nie piliście kawy w publicznej toalecie (a zakładam, że nie) i nie przeraża Was brzmienie tego zdania, to koniecznie musicie się wybrać do kawiarni The Attendant. Powstała niedawno, ale już zdążyła wyrobić sobie świetne opinie. Dawna publiczna toaleta dla dżentelmenów została bardzo udanie przerobiona na oryginalną, niewielką kawiarnię. Takich właśnie miejsc wciąż brakuje mi w Polsce (a co dopiero w moim małym mieście).


CIEKAWE MIEJSCA

Gdy już zwiedzicie wszystkie podstawowe zabytki, do których odsyłają Was niezliczone przewodniki, pora powłóczyć się po Londynie jak jego prawdziwy mieszkaniec. Wskoczcie w strój do biegania i udajcie się na krótki jogging po jednym z parków, to doskonały sposób na relaks, a londyńskie parki są naprawdę niesamowite. Jeśli nie macie dość zwiedzania i jeszcze nie odwiedziliście Muzeum Historii Naturalnej, to nadeszła właściwa chwila. Nawet jeśli nie interesują Was dinozaury i skamieliny, jest to jeden z najpiękniejszych budynków, jakie w życiu widziałam! Wiedzieliście, że (przy odpowiednich środkach finansowych oczywiście) można tam nawet urządzić wesele? Gdybym miała taką możliwość to długo bym się nie zastanawiała.
Nie przekonują mnie wycieczki do Harrodsa, który jest dla mnie po prostu zbyt sztywny, uwielbiam za to spędzać czas w domu handlowym Fortnum & Mason. Godzinami mogłabym oglądać sprzedawane tam dżemy i herbaty, a już na pewno nigdy nie wyszłabym stamtąd bez malinowych marshmallows (naprawdę, z kawałkami malin!), ręcznie robionych krówek i czekolad na wagę w przeróżnych smakach. Ale nie tylko piętro delikatesowe jest godne uwagi. Gdy muszę zakupić dla kogoś prezent zawsze udaję się na poziom z książkami, najbardziej interesują mnie zawsze przedruki starych książek dotyczących dobrego wychowania i porad na temat prowadzenia domu. Są naprawdę ciekawe i pięknie wydane!
Gdy chcę odpocząć od zgiełku wsiadam w metro i jadę dalej od centrum, powłóczyć się po uliczkach i parkach. Piękną miejscem są okolice stacji Maida Vale i Warwick Avenue. Każdy dom kosztuje tam miliony, a skoro nie możemy tam mieszkać (jeszcze ;)), to dlaczego nie moglibyśmy chociaż pospacerować między pięknymi fasadami tych willi? Miałam kiedyś okazję być w środku w takim wartym miliony domu i pogrzebać w szafie jego właścicielki. Nigdy wcześniej i później nie widziałam miejsca, w którym tak bardzo chciałabym mieszkać!
No i nie zapominajmy o dzielnicy Notting Hill i pchlim targu, który się tam znajduje. Nie jest to jedyny taki targ w Londynie, ale z pewnością warto go odwiedzić, zakupić w komisie stare numery brytyjskich magazynów, a potem... udać się do najpiękniejszego sklepu z biżuterią świata! Mówię o Hirst Antiques na Portobello Road. Sklep z biżuterią vintage od topowych projektantów. Nie spodziewajcie się, że kupicie tu coś za grosze, właściciele dobrze wiedzą ile ich towar jest warty. Za to kolczyki czy naszyjniki ze starych kolekcji Cartiera czy Tiffany & Co. to rarytasy jakie trudno znaleźć w Polsce. 

O Londynie mogłabym pisać i pisać, ale przecież nie o to chodzi. Te miejsca są na pewno moimi ulubionymi i mam nadzieję, że jeśli kiedyś do któregoś z nich traficie polubicie je równie bardzo. Pamiętajcie, że zwiedzanie miasta jest dużo przyjemniejsze, gdy uda się Wam zapomnieć, że jesteście turystami. Spróbujcie poczuć się jak w domu, to zdecydowanie lepszy pomysł. A jeśli nie "zaliczycie" któregoś z głównych punktów, bo woleliście posiedzieć z książką na ławce w parku, to znaczy, że wyjazd był udany ;) A teraz - jak myślicie, jakie są pozostałe dwa miasta na "L" na mojej top liście? A może Wy też macie jakieś ukochane miasta, które warto odwiedzić? Piszcie w komentarzach, a ja jako wielbicielka podróży na pewno wezmę to pod uwagę przy kolejnej wyprawie.


*zdjęcia - http://thestyleandtravel-journals.blogspot.com,
http://lyndonscoffee.com,
http://singlesbythebaytravel.org,
http://dawidprominski.pl/
 

3 komentarze:

  1. Wiesz, ja jestem w Londynie zakochana tak samo jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lizbona? :)

    również jestem miłośniczką Londynu. brak mi klimatu tego miasta w Polsce.. ostatnio po wizycie tam, nawet przekonałam mojego chłopaka, który nigdy nie lubił Ldn. Ale jeden spacer wystarczył,aby jego wyobrażenia legły w gruzach i w końcu zrozumiał moją bezgraniczną miłość do tego miejsca ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lizbonę już wpisałam na listę do zobaczenia, bo to pierwsze miasto na "L", które mi przychodzi do głowy (z tych co nie widziałam ;)).

      Usuń