Jak to jest naprawdę z tym ogrzewaniem elektrycznym czyli o piecach akumulacyjnych

Dziś post trochę inny, bardziej przyziemny i codzienny, ale uważam, że bardzo przydatny. Od czasu wprowadzenia się do naszego nowego mieszkania wiele osób pyta mnie, co myślę o ogrzewaniu elektrycznym i generalnie o zużyciu energii. Większość jest oczywiście sceptyczna i gdy słyszą, że w naszym mieszkaniu W OGÓLE NIE MA GAZU! to załamują ręce i płaczą nad naszym losem.

Od początku mieliśmy do takich uwag dystans, za to teraz po pewnym czasie wiemy już z własnego doświadczenia jak to naprawdę z tą energią elektryczną jest. Stąd też pomyślałam, że może wiele z Was boryka się z dylematem jakim jest wybór metody ogrzewania mieszkania i szukacie obiektywnej opinii. Oto ona, zapraszam do krótkiej lektury.

Opowiem Wam jak było. Na mieszkanie zdecydowaliśmy się bardzo szybko, zdziwieni byli agenci nieruchomości, zdziwieni byli poprzedni właściciele. Oczywiście wcześniej zrobiliśmy listę rzeczy, o które należy zapytać i ściśle się jej trzymaliśmy. Jednak na tej liście nie było uwagi, że wykluczamy opcję ogrzewania elektrycznego. Wręcz przeciwnie - elektryczność wydawała nam się bezpieczniejsza i bardziej przyszłościowa niż gaz. Puściliśmy zatem mimo uszu uwagi rodziny i znajomych i postanowiliśmy na własnej skórze przekonać się jak to naprawdę jest. Zwłaszcza, że pokolenie naszych rodziców troszkę obawia się nowości (tak, moja mama używała starego gazowego piekarnika Ewa W RAMACH OSZCZĘDNOŚCI jeszcze 3 czy 4 lata temu!).

Wprowadziliśmy się na początku grudnia, w mieszkaniu mieliśmy 5 grzejników z dolnej półki cenowej. Takie, jakie w Castoramie można kupić już za 70 złotych. No, jeden z nich może był troszkę droższy ;) Do tego nowy nagrzewacz do wody no i oczywiście elektryczny piekarnik i płytę (starej daty niestety). Ze względów estetycznych (tak, tym się kierowaliśmy) postanowiliśmy pozbyć się dwóch grzejników, przez co w naszej sypialni nie mieliśmy już żadnego. Dopóki na dworze było w miarę ciepło, nie było problemu. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że najprawdopodobniej czeka nas inwestycja w lepszy grzejnik. W końcu zdecydowaliśmy się na grzejnik akumulacyjny szamotowy statyczny, który polecano nam jako najbardziej ekonomiczny. Teraz i my możemy polecić go innym ;)

Grzejnik szamotowy to piekielnie oszczędna bestia. Przy zamontowaniu włącznika czasowego ogrzewaniem nie musimy się już zajmować, włącza się ono podczas obwiązywania tańszej taryfy i automatycznie wyłącza gdy prąd jest droższy. Spytacie co z ciepłem gdy piec nie pracuje? Odpowiedź jest prosta - jak sama nazwa wskazuje jest to grzejnik akumulacyjny. Warstwa cegieł szamotowych nagrzewa się a potem to ciepło oddaje NAWET GDY GRZEJNIK NIE POBIERA ENERGII. Nie wiem jak długo maksymalnie, ale przez 7 godzin nie odczuwamy obniżenia temperatury. W ten sposób nasz grzejnik pobiera energię w tańszej taryfie nocnej, a oddaje ją w postaci ciepła przez całą dobę! Przedstawię Wam to najprościej jak się da - na grzejniku akumulacyjnym przy ogrzewaniu przez całą dobę oszczędzamy w ciągu miesiąca ok. 400 złotych w stosunku do tradycyjnego grzejnika konwekcyjnego. Jednego grzejnika, a przypominam, że w mieszkaniu było ich więcej. Na dodatek grzeje on bardzo równomiernie i jeden taki piec (o mocy 3.4 kW) praktycznie wystarcza na ogrzanie naszych 70 metrów kwadratowych. Brzmi obiecująco, prawda?

Troszkę się rozpisałam, ale  jeszcze niedawno sama poszukiwałam informacji o tym sposobie ogrzewania i nie znalazłam ich wystarczająco dużo, więc uznałam, że komuś na pewno się to przyda. Teraz, kiedy słyszę, że ktoś płaci zimą 800 złotych za gaz (i wiadomo, jeszcze ze 150 za energię elektryczną), pukam się w głowę i pokazuję palcem na nasz grzejnik.
Wniosek jest jeden - jeśli tylko odpowiedzialnie użytkujemy energię elektryczną, wcale nie musi być ona droga.


*Nie bójcie się Moi Drodzy - przepisy nadchodzą tak samo jak weekend :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz