Przenosiny pod nowy adres!


Kochani! Od jakiegoś czasu Młoda Żonka jest dla mnie zamkniętym rozdziałem. Pozostawiam Wam dostęp do jej treści, jednocześnie zapraszam pod nowy adres :)

Wpadajcie TU - na stronę pozdrawiamy.com.pl


Powodów takiej decyzji było wiele, nie są one na tyle ciekawe, by je opisywać ;) Niezależnie od tego zapraszam na nowy blog i obiecuję, że będzie fajnie :)

DOMOWE ZABAWY - 8-miesięczniak i jadalna farba

młoda żonka

Zbliża się okres, gdy niekoniecznie chce się nam wychodzić na dwór, a nawet gdy się zmobilizujemy - trudno znaleźć ciekawe zajęcia na kilka godzin zabawy w parku. Zwłaszcza z ośmiomiesięczniakiem, który na placu zabaw jeszcze się nie pobawi, chodzić nie umie i właściwie może tylko jeździć w wózku i podziwiać. Nuda. Zresztą - mnie też nudzi się chodzenie w kółko i oglądanie spadających liści, a przecież codziennie nie będę jeździć do mini zoo czy nad morze - czasem po prostu mam ochotę zorganizować nam czas w domu. I tak - zgodnie z zasadą, że "brudne dzieci to szczęśliwe dzieci", pokazałam małemu kolory na przykładzie jadalnej farby. Świetny sposób na nową zabawę z maluchem!

Sycylia z dzieckiem (cz. 1)

młoda żonka

Wydawać by się mogło, że dziecko uwiązuje w domu, a nawet jeśli uda się wyskoczyć gdzieś na wakacje, kończy się na godzinach spędzanych w hotelu, na godzinnych przygotowaniach do wyjścia, długich postojach i w ostateczności - na tym, że rodzice zamiast wypoczęci wracają do domu zmęczeni. A na dodatek nic nie widzieli i nawet nie mają o czym opowiadać. Nic bardziej mylnego - wyprawa z dzieckiem może być równie interesująca, choć na pewno nie taka sama. Nasze tegoroczne, dwutygodniowe wakacje na Sycylii są tego dowodem - 2500 przejechanych kilometrów, wyspa zwiedzona wzdłuż i wszerz (chociaż jest zbyt duża, by wszystko w tak krótkim czasie zobaczyć), wszyscy opaleni i wypoczęci. Chcecie wiedzieć więcej? Oto podsumowanie pierwszych kilku dni naszej wycieczki.

Jak Wy to robicie - supermamy?


Ile bym dała, żeby mój blog wyglądał tak, jak te odwiedzane przeze mnie każdego dnia. Uśmiechnięte dzieci, świeże i kwitnące mamy, zabawni tatusiowie, posprzątane mieszkania i pyszne, ugotowane obiady. Ha! Jak Wy to robicie, supermamy? Nie jestem super. Daleko mi do tego. Przez większość czasu żyję wręcz w poczuciu, że jestem bardziej "duper". A konkretnie "do duper". Pranie zalega jak zwykle, mały zamiast się śmiać - jęczy. Mąż biadoli i wcale na zabawnego nie wygląda, a ja sama ciągle nie w formie, ciągle nieogarnięta i strasząca wszystkich moimi worami pod oczami. Pytam się więc, jak Wy to robicie supermamy?

Marzenia matki (edycja czerwcowa)

młoda żonkaKiedyś marzyły mi się firmowe torebki albo drogie buty. Kto by tam teraz patrzył na takie marzenia, skoro są one zupełnie niepraktyczne! Ostatnimi czasy marzą mi się różne rzeczy przydatne przy dziecku. I chociaż budżet nie pozwala na ich zakup, to przecież marzyć zawsze można. A Wy, macie jakieś pragnienia nie do spełnienia?

Plusku, plusku i o tym, dlaczego to takie fajowe

młoda żonka

Wiele rzeczy związanych z posiadaniem dziecka miałam zaplanowane już przed jego urodzeniem. Niektóre z nich teraz wydają mi się śmieszne (no tak, co z tego że zasypia we własnym łóżeczku, skoro później nie mam siły siedzieć na fotelu i go tam odkładać?). Niektóre za to bardzo się sprawdziły i to sprawia, że czuję się dobrze jako matka. Że jakimś cudem udało mi się odkryć, co jest dla mojego maluszka dobre. Taką rzeczą jest na przykład basen - już dawno wiedziałam, że chciałabym z maluchem pójść na zajęcia jak tylko będzie to możliwe. A ponieważ tuż przed ukończeniem przez niego trzeciego miesiąca życia rozpoczynały się u nas takie zajęcia, skorzystaliśmy z okazji. Chcecie wiedzieć więcej?

Projekt weekend - Street Food w Lublinie

młoda żonka

Lubimy dobrze zjeść. Nie powinno więc nikogo dziwić, że zloty food trucków, które zdarzają się przypadkiem w moim rodzinnym mieście kiedy je odwiedzamy (a nie robimy tego często) wyjątkowo nas przyciągają. Wolny czas w cieplutką sobotę wykorzystaliśmy więc na smakowity spacer.

Projekt weekend - rodzinny grill

mlodazonka

Jeszcze przed urodzeniem synka mieliśmy bardzo ambitne plan - nie dać się dziecku ograniczyć. Okazało się, że ten plan był jeszcze bardziej ambitny niż się nam pierwotnie okazało - bo jak tu się nie dać ograniczyć? Pierwsze trzy miesiące były naprawdę ciężkie. Kupa, mleko, kupa, mleka, okazjonalnie szczanie po ścianach. Nie żebym narzekała, bo uśmiech malucha rekompensuje wszystko, ale kolorowo nie było. Za to teraz to dopiero zaczyna się zabawa. Zresztą, spójrzcie sami ;)

Dylematy mamy i taty

młoda żonka

"Wiesz, ja to właściwie nie wiem o co Ci chodzi, bo jak Ty się urodziłaś to świata poza Tobą nie widziałam i Twój tata musiał się po prostu z tym pogodzić." - usłyszałam od swojej mamy, kiedy któregoś dnia w akcie desperacji postanowiłam zapytać się jej, jak radziła sobie kiedyś z brakiem czasu dla partnera. No tak, jak zwykle nie znalazłam za grosz zrozumienia, nie wiem czego się właściwie spodziewałam. Słyszałam nie raz, że dla matki dziecko staje się całym światem i wszystkie problemy znikają, bo pojawia się na świecie ta mała osóbka. A co jeśli tak nie jest? Co jeśli sama się przyznam, że są rzeczy, które po prostu zostały mi wyrwane (chwilowo mam nadzieję) z życia i których ta mała osóbka nie zastąpi? Mówcie co chcecie, to nasze dylematy. Dylematy mamy i taty.

Pierwsze tygodnie z bobasem - o rzechach przydatnych i tych mniej

młoda żonka

Będąc w ciąży co chwilę słyszałam pytania "kupiłaś już wózek?", "macie wystarczającą ilość ubranek?", "kiedy skończycie ten remont, zdążycie z pokoikiem?". Staraliśmy się bardzo nie dać się zwariować i nie kupować zbyt dużo. Patrząc na listy zakupów w Internecie chyba się to nam nawet udało. Wybraliśmy rzeczy dobre jakościowo, takie które dotrwają do "ewentualnego" drugiego dziecka. No tak, oznaczało to wyskoczenie z większej ilości kasy, szukaliśmy więc promocji gdzie tylko się dało, nie obniżając jednak wymagań. Jeśli jesteście ciekawi, które z ważnych w wyprawce przedmiotów możemy z czystym sumieniem polecić, a które kompletnie się nie sprawdziły - czytajcie dalej.

Malutki-wielki cud i o Centrum Narodzin Mamma w Szczecinie

młoda żonka

Życie z noworodkiem nie jest łatwe. Właściwie to myślę teraz, że po prostu w ciąży byłam zbyt aktywna ;) Malutki nie chce spać, jest bardzo żywiołowy i gdyby mógł to pewnie biegałby w kółko. Ale nie może. Jest zupełnie od nas zależny, a właściwie głównie ode mnie. Ciekawa jestem, kiedy wreszcie uda nam się siebie nauczyć na tyle dobrze, aby nie było nocnych zgrzytów i płaczu (nie, nie mówię tu o Malutkim ;)). Póki co wiem jedno - dziecko to największy skarb, ale i osóbka najbardziej wymagająca. Ale, ale… Nie o tym miało być. Chciałam Wam dzisiaj króciutko opisać noc z niedzieli na poniedziałek ponad dwa tygodnie temu, czyli te kilka godzin, które na zawsze zmieniły nasze życie. A przy okazji - jeśli ktoś jest z okolic Szczecina i zastanawiał się nad tym, czy warto rodzić prywatnie i gdzie - tutaj znajdzie moją subiektywną odpowiedź.

40 tygodni - czyli oczekiwania i mity kontra osobiste odczucia

młoda żonka

Mija nam powoli 37 tydzień ciąży, czyli mały mógłby już spokojnie zdecydować się na wyjście na świat. Cóż, jeszcze końca nie widać (obawiam się zresztą, że z moim podejściem mogę przegapić pierwsze tego zapowiedzi), jednak pora wydaje się być idealna na małe podsumowanie tego, jak moje wyobrażenia, plany i wszystkie ciążowe mity mają się w moim przypadku do rzeczywistości.

Sesja brzuszkowa - dlaczego warto?

młoda żonka

Bardzo rzadko jesteśmy razem na zdjęciach. To był główny powód, dla którego zaczęłam się zastanawiać nad tzw. "sesją brzuszkową". Nie uważam, żebym w ciąży wyglądała lepiej (lub nawet tak samo dobrze) jak przed nią, ale nie sądzę też, abym wyglądała szczególnie źle. Tak czy siak - chęć upamiętnienia chwili pojawiła się później. Najpierw po prostu chciałam mieć z Mężem wspólne zdjęcia (poza tymi ze ślubu). W końcu zazwyczaj nie ma nam kto ich zrobić. A dlaczego jestem zadowolona z takiej sesji?

Ostatnimi czasy - moje ulubione blogi

młoda żonla


Chociaż moje "życie w blogosferze" jest ostatnio dosyć ubogie (są ku temu różne powody, przede wszystkim pochłaniający mnóstwo czasu i energii remont mieszkania), to jednak Internet ciągle mam i nawet gdy nie piszę jest kilka blogów o różnej tematyce, które regularnie odwiedzam. Dlaczego? Czasem szukam na nich inspiracji, a czasem ich czytanie po prostu wprawia mnie w dobry nastrój. Są to zazwyczaj znane blogi zagraniczne, istnieje więc nikła szansa, że na któryś z nich jeszcze nie trafiliście. Kolejność "rankingu" przypadkowa ;)

Nie narzekam, czyli brzuchatej kobiety rozterki (ratunku! 28 tygodni za nami!)

Ciąża zawsze zaskakuje, zwłaszcza pierwsza ciąża. Zupełnie nie jest tym, czego którakolwiek z nas się spodziewała i zdarza się, że same czujemy się niczym noworodek - postawione w zupełnie nowej, dziwnej sytuacji. Ciąża w młodym wieku to coś jeszcze dziwniejszego - wiąże się z niesamowitym wyobcowaniem (bo która koleżanka zrozumie moje rozterki?) i samotnością (dziecko w brzuchu nie jest jeszcze zbyt rozmowne ;)). Długo nie chciałam z nikim o tym rozmawiać, a co dopiero pisać tu, gdzie każdy może poznać moje myśli. Jedno mnie przekonało - sama czuję się lepiej czytając o podobnych doświadczeniach kobiet, może więc i moje wypociny jakiejś ciężarówce poprawią nastrój?

Wszystko do góry nogami!


To zastraszające jak długo nie było mnie tutaj pomimo wszystkich poprzednich starań, by posty pojawiały się w miarę regularnie. Co jednak zrobić, gdy życie stanęło do góry nogami, a trzymanie przez niemalże 3 miesiące takich wiadomości w tajemnicy powodowało napięcie i… niechęć do dzielenia się innymi sprawami w toczącymi się w moim życiu. Dzisiaj wracam, chociaż nie obiecuję, że będę tu tak często jak kiedyś. Przeczytajcie, co znaczy szczęście :)

Gdzie byliśmy, czyli o lokalach w Warszawie, Lublinie, Poznaniu i Toruniu


Nasza podróż na drugi koniec kraju była długa i wyczerpująca. Cóż, Lublin od Koszalina trochę daleko, a gdy jeszcze zajeżdża się do wszystkich możliwych miast (tych po drodze i tych trochę mniej), to dzień po powrocie można uznać za wyjęty z życiorysu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej odwiedziliśmy kilka knajpek - tych znanych i nieznanych - i spędziliśmy w większości z nich bardzo przyjemny czas. Ale nie we wszystkich - i o tym właśnie w poście.

Zdrowa podróż, czyli o jedzeniu w drodze

młoda żonka

Nie wiem, czy wszyscy z Was tak mają - ale my spędzamy sporo czasu w podróży. Śmieję się, że doskonale swoje umiejętności pakowania - i dotyczy to nie tylko ubrań (tego nauczyłam się już dawno), ale przede wszystkim prowiantu na drodze. Dawno za sobą mam okres kupowania byle czego po drodze, zresztą nigdy nie jeździłam samochodem, więc obce mi przyzwyczajenia do hot dogów ze stacji benzynowych albo drive inów. Kiedyś podróż pociągiem równała się kilogramom świństw, bo przyzwyczajona byłam "zajadać" nudę. Na szczęście ten okres też już mam za sobą. Za to na półce w kuchni mnóstwo pojemników, które na drogę zapełniają się przeróżnymi przekąskami napakowanymi w wartości odżywcze. Zwłaszcza, gdy czeka nas taka dwudniowa wyprawa jak dziś - Bydgoszcz, Toruń, Warszawa i na końcu Lublin. Kawał drogi, masa dobrego jedzenia.

Ukochane miejsca - LUBLIN

młoda żonka

No dobra - narzekałam ostatnio na własną okolicę, teraz za to pochwalę się swoim rodzinnym miastem. Post planowałam już od dawna, kiedy ostatnio odwiedziliśmy Lublin zrobiłam zdjęcia, ale jakoś nie mogłam się do niego zabrać. No cóż - może po prostu smutno mi było patrzeć na te piękne i słoneczne zdjęcia jednocześnie siedząc w domu i za oknem widząc nieustającą szarość i słysząc uderzenia kropli o szyby. Dzisiaj za to z chęcią pokażę Wam trochę zdjęć z mojego ukochanego miasta. Jeśli jeszcze nigdy nie odwiedziliście Lublina, to uwierzcie mi - najwyższa pora.